Adwent, czterotygodniowy okres poprzedzający Boże Narodzenie łączy w sobie radość oczekiwania i zadumę nad własnym życiem. To czas, w którym Kościół zaprasza nas do wejścia w cichą przestrzeń serca, aby usłyszeć najstarsze ludzkie wołanie: tęsknotę za Bogiem, który przychodzi by zbawić.
Słowo „Adwent” pochodzi od łacińskiego adventus czyli „przyjście”. Jest to jednocześnie początek nowego roku liturgicznego. Adwent przygotowuje nas zarówno do obchodów Bożego Narodzenia, wspomnienia narodzin Jezusa Chrystusa jak i do powtórnego Jego przyjścia na końcu czasów. W tej podwójnej perspektywie kryje się prawda, że Bóg przyszedł, przychodzi i będzie przychodził.
Jest to jeden z najstarszych okresów roku liturgicznego a jego korzenie sięgają pierwszych wieków chrześcijaństwa. Choć dziś kojarzy się z radosnym oczekiwaniem, pierwotnie miał charakter pokutny, był szkołą czuwania, przemiany i duchowego skupienia.
Najstarsze wzmianki o Adwencie pojawiają się w IV wieku na terenach dzisiejszej Francji i Hiszpanii. Początkowo okres ten nazywano „Czterdziestnicą św. Marcina”, ponieważ rozpoczynał się 11 listopada w dzień św. Marcina z Tours i trwał aż do Bożego Narodzenia. Był to czterdziestodniowy okres postu, wzorowany na Wielkim Poście. Surowy, pełen wyrzeczeń, wymagający wewnętrznego wyciszenia.
W pierwszych wiekach Adwent nie był jeszcze bezpośrednio związany z samym świętem narodzin Chrystusa. Skoncentrowany był raczej na przygotowaniu dorosłych katechumenów do chrztu, który często przyjmowano w tym okresie. Był więc czasem intensywnego wysiłku duchowego, oczyszczenia serca i porzucenia dawnych grzechów. Czasem, w którym człowiek uczył się stawać w prawdzie przed Bogiem.
Dopiero około VI wieku, w Rzymie, zaczęto łączyć Adwent z tajemnicą Wcielenia. Stopniowo, jego sens przygotowania do Bożego Narodzenia stawał się dominujący, chociaż pokutny rys pozostał niezmienny.
U podstaw Adwentu leży chrześcijańskie doświadczenie prawdy o ludzkiej słabości i grzechu. Człowiek, podobnie jak Izrael w Starym Testamencie, nosi w sobie tęsknotę za odkupieniem, za światłem, które rozprasza mrok życia. Adwent dojrzewa właśnie w tej przestrzeni. W ciszy, która nie jest pustką, lecz oczekiwaniem. W tęsknocie, która nie jest rozpaczą, lecz wołaniem o zbawienie. W świadomości, że sam człowiek nie zdoła uleczyć własnego serca dlatego potrzebuje Boga, który przychodzi.
W tym duchowym krajobrazie szczególną wymowę ma wieniec adwentowy, krąg bez początku i końca, znak wieczności Boga, który wchodzi w doczesność, aby uczynić ją drogą ku życiu wiecznemu. Światło świec adwentowych nie jest ozdobą. Ich płomienie symbolizują stopniowe odsłanianie się prawdy o Bogu, który przychodzi, oraz prawdy o człowieku, który jest wezwany by otworzyć Mu drzwi swojego serca. Każda kolejna zapalana świeca to krok bliżej ku Światłu, które rozświetla mrok grzechu.
Liturgiczne teksty Adwentu pełne są próśb o przebaczenie, wołania o miłosierdzie, pragnienia ratunku. Tak jak ludzkość „siedząca w ciemności” oczekiwała światłości, tak wierzący w czasie Adwentu uznaje potrzebę nawrócenia, uzdrowienia i przemiany życia.
W dawnej tradycji Kościoła Adwent był okresem powagi i skupienia. Obowiązywały posty i ograniczenia w spożywaniu mięsa, zakazywano hucznych zabaw i wesel, zachęcano do modlitwy, czuwania i uczynków miłosierdzia. Do dziś w liturgii zachowany jest kolor fioletowy, podobnie jak w Wielkim Poście, jako symbol pokuty i duchowego oczyszczenia. Przypomina on, że chrześcijanin przygotowuje serce nie tylko na wspomnienie narodzin Jezusa Chrystusa ale na autentyczne spotkanie z Bogiem, który przychodzi by zbawić.
Adwent przywołuje także długie oczekiwanie ludzkości na Mesjasza. Od pierwszej obietnicy danej Adamowi i Ewie po zapowiedzi proroków, Izrael nosił w sobie świadomość grzechu i pragnienie odnowy. Stąd śpiewane od 17 grudnia antyfony „O” które streszczają tęsknotę całej ludzkości: O Mądrości… O Kluczu Dawida… O Emmanuelu…
Współczesny Adwent łączy ze sobą dwa wymiary. Pierwszy, czyli przygotowanie do Bożego Narodzenia i drugi, oczekiwanie na Jego powtórne przyjście. W obu chodzi o jedno, o gotowość serca.
Czas ten przypomina, że Bóg przychodzi cicho. Dlatego tylko ten kto zwolni, wyciszy się i oczyści serce, potrafi Go rozpoznać. W Adwencie dojrzewa prawda o tym, że to, co najważniejsze, rodzi się w ciszy Betlejem i że droga do betlejemskiego żłóbka prowadzi przez pokorę, modlitwę, przemianę życia i konkretne wybory. Spotkanie z nowo narodzonym Jezusem wymaga przygotowania, wyrzeczenia się tego, co oddala nas od Boga i otwarcia serca na łaskę, która uzdrawia i przemienia.
Bo Adwent nie jest oczekiwaniem na święto. Jest oczekiwaniem na Boga, który wciąż przychodzi. Delikatnie, pokornie, z miłością. Uczy nas, że Bóg jest bliski, ale Jego bliskość trzeba przyjąć. I że aby przyjąć Boga, trzeba przygotować miejsce w sobie. Trud Adwentu to cena, dzięki której serce naprawdę zobaczy, że w Betlejem rodzi się Zbawiciel, dla mnie.